piątek, 27 grudnia 2013

2. She hated him with all her Heart. heart of which was a place only for him. Such a paradox.

-To co będziemy tak siedzieć w ciszy czy coś porobimy?
-Ja to bym coś zjadł. - Zayn wstał i skierował się w  stronę kuchni. Caroline nie lubiła tego, że czuli się tu jakby byli u siebie. Chciałaby wyrazić swoją opinię na głos, ale obiecała, że będzie miła. Nie mogła.
-Zayn stój. - Charlie spojrzała na chłopaka i poklepała miejsce obok siebie. Ciemnowłosy usiadł obok dziewczyny i spojrzał na nią wyczekująco.
-Jak wiecie jutro jest wigilia i chciałabym spędzić ją z wami. Co wy na to?
-Z tego co wiem, Harry jedzie do Holmes Chapel dopiero w środę, więc pewnie przyjdzie, a ja jadę do Doncaster w czwartek więc będę na sto procent. Miałem spędzić święta z Eleanor, ale nam się ostatnio nie układa i wyjechała. Nie ważne. A co z tobą Liam?
-Nie dam rady. Zabieram Danielle i jedziemy do moich rodziców. Niall jest już w Mullingar, więc jego prawdopodobnie też z wami nie będzie. Przykro mi.
-Car?
-Ja idę ze Skylet do Jamiego.
-Zayn?
-Jakże mogłoby mnie zabraknąć? To bardzo ważne święto i chciałbym je spędzić z równie ważnymi osobami.
-Kochany Zayn... - Charlie mocno przytuliła mulata.
 Caroline nie chciała spędzać świąt z Malikiem, Stylesem i Tomlinsonem, ale tym bardziej nie chciała wtedy być ze swoją siostrą i jej chłopakiem. Nie lubiła Jamiego, ale nie lubiła też przyjaciół Charls i Hayley.
-A wiecie co? Ja chyba jednak z wami jutro posiedzę.
-No wreszcie zmądrzałaś. - Zadrwił Louis. Car posłała mu wściekłe spojrzenie. Jego zdecydowanie nie lubiła najbardziej. Resztę chłopców była jeszcze w stanie znieść, ale Tomlinson był jej koszmarem. Każde spojrzenie na jego twarz kończyło się grymasem obrzydzenia na twarzy brunetki. Rozchyliła wargi chcąc powiedzieć mu parę słów i faktycznie zrobiłaby to gdyby nie Hayl i Harry, którzy weszli do salonu. Car całkiem lubiła Stylesa. Lokers uniósł dłoń i pomachał delikatnie, uroczo uśmiechając się. Jakże zdziwiony był jego wzrok, kiedy każdy odwzajemnił jego uśmiech. Dlaczego się zdziwił? Bo tym razem Caroline nie mordowała go wzrokiem. Siedziała uśmiechnięta i patrzyła na niego bez chociaż kropli nienawiści w oczach. Musiało się sporo dziać. - Pomyślał.
-Louis zbieraj się. Masz mi pomóc przygotować w domu. Sprzątasz salon.
Dopiero wtedy Charlie przypomniała sobie o "małej" imprezie u chłopców. Miało to być dzisiaj, ale jak to Charls zapomniała. A z jakiej to okazji? A no tak jutro urodziny Lou. Dziewczyna dziękowała sobie samej, że zdążyła kupić mu prezent.
-Mielibyście coś przeciwko gdyby Car poszła z nami?
-Jasne, że nie. - Harry uśmiechnął się jeszcze do blondynki i wyszedł z salonu ciągnąc Louisa za rękaw.

Sukienka Charlie: http://www.google.pl/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&docid=7uVG67sJqbm7vM&tbnid=BER0Kp-kZpSIXM:&ved=0CAUQjRw&url=http%3A%2F%2Fszafa.pl%2Fc10566148-koronkowa-kremowa-sukienka.html&ei=-My9UqP5EsOa0AXmjIAo&bvm=bv.58187178,d.bGE&psig=AFQjCNGyksobSBqo9aFLQqQWY4juurBEMg&ust=1388256873005592
Sukienka Caroline: http://wszafie.pl/uploads/5d/39/aa/Jasnoniebieska-sukienka-z-rozszerzanym-d_32369_5d39aa3a2aa25bc38700456366cdeb87_b.jpg
Sukienka Hayley:  http://urstyle.pl/site_media/przedmioty/topshop-koronkowa-czarna-sukienka-pasek.png

Na stole stały puste butelki po alkoholu. Nikt oprócz Car nie był trzeźwy. Zayn spał na krześle w kuchni, Harry był u siebie w pokoju, Liam od godziny był w domu Dan, Hayl spała w pokoju gościnnym i Charlie Caroline i Louis siedzieli we trójkę w salonie przed telewizorem. We trójkę do czasu, aż Charlotte nie poszła na górę.
-No. To zostaliśmy sami. - Louis mimo swojego stanu zachowywał się całkiem normalnie. No, normalnie jak na Tommo. Car prychnęła  i wlepiła swój wzrok w szklankę z sokiem pomarańczowym, którą trzymała. Gdyby nie lampki świąteczne wiszące na firankach i mała lampka stojąca na komodzie w pokoju byłoby całkiem ciemno. Brunetka przyglądała się setkom światełek odbijających się na tafli pomarańczowej cieczy w szklance.
-Dlaczego mnie tak nie lubisz?
-Nie tylko ciebie.
-Inaczej... Dlaczego nie jesteś w stanie tolerować mojego towarzystwa?
Dziewczyna spuściła głowę. Nikt nigdy nie zadał jej tego pytania, więc nie musiała na nie odpowiadać. Brunetka uznała, że powie prawdę. Była pewna, że Tomlinson jest pijany i nic jutro nie będzie pamiętał.
-Nienawidzę cię. Tego jak się poruszasz. Tego jak patrzysz na mnie swoimi szarymi oczami. Twoich ciemnych włosów. Twojej perfekcyjności. Koloru twoich oczu i ich uroku. Tego, że myślę o tobie cały czas. Twojego uśmiechu i wesołego wzroku. I tego, że jesteś moim całym światem.
Caroline zrobiło się lżej na sercu. Wreszcie mogła powiedzieć to na głos. Była szczęśliwa, że wyrzuciła to z siebie i i tak będzie wiedzieć o tym tylko ona. Nienawidziła Louisa całym sercem i jednocześnie nie widziała poza nim świata. Nienawidziła go sercem, w którym było miejsce tylko dla niego.
-Pójdę się położyć.
Car nie powiedziała nic. Uśmiechnęła się lekko i ponownie wlepiła wzrok w naczynie z napojem. Całą noc nie zmrużyła oka. Myślała nad tym co powiedziała. Co by było gdyby ktoś to usłyszał? Ale jak kiedy wszyscy śpią jak zabici? Poza tym i tak jutro nikt poza nią by o niczym nie pamiętał. W tamtej chwili przypomniała sobie swój sen.

Byłam ubrana w wieczorną suknię. Nie znałam tej ulicy. Nie było tu latarni. Było ciemno. Cholernie ciemno. Skręciłam w boczną uliczkę. Za mną zmaterializowało się dwóch umięśnionych mężczyzn. Hej mała zaczekaj na nas! Przyspieszyłam kroku. Stój! Trochę się pobawimy. Teraz już biegłam. Cholera. Ślepy zaułek. Napastnicy byli coraz bliżej. Aż zjawił się ON. Jednym zwinnym ruchem powalił ich na ziemię. Odwrócił się i chciał odejść. Stój! Jak się nazywasz? Przystanął. Poznasz moje imię kiedy już mnie pokochasz.

Był to sen, który dręczył Caroline co noc, dopóki nie zrozumiała kim był ten chłopak. A był nim Louis. Teraz znała imię wybawcy.

*Rano*
Tomlinson wszedł do kuchni, gdzie stała Car z kilkoma szklankami wody i proszkami przeciwbólowymi. Położyła je na stole przed Louisem unikając jego wzroku. Chłopak odepchnął je od siebie i wyszedł z pomieszczenia. Dziwne, że Kac-morderca nie dręczył go po wypiciu całej butli czystej wódki. Do kuchni wbiegł Zayn. Car wręczyła mu szklankę i tabletkę. Połknął ją i dosłownie pochłonął zawartość naczynia.
-Co masz taką minę? - Spojrzał na nią.
-Bo Louis... On wczoraj tyle wypił... Nie boli go teraz głowa, nie suszy go... Nic... Zero kaca!
-Żartujesz/ Podmieniliśmy mu alkohol na wodę cytrynową. Nie pozwolili byśmy mu być pijanym na własnych urodzinach.
-On był wczoraj trzeźwy?
-W stu procentach.
Cholera. On nie był pijany. On pamięta. On wie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz