sobota, 14 grudnia 2013

1. Sometimes dreams are more frightening than the reality.

Charlotte szła powoli polaną. Wszędzie na około były drzewa. Polana znajdowała się w środku lasu. Nie znała tego miejsca. Miękka trawa, po której szła zdawała się teraz być miękkim dywanem. Wyglądała jak księżniczka, z tym, że nie miała korony. Była ubrana w długą białą suknię, a jej ciemne włosy swobodnie opadały na jej plecy falami. Słońce ogrzewało jej ciało, jednak na horyzoncie pojawiły się Czarne chmury, które coraz szybciej sunęły w stronę Charls. Usłyszała grzmot. Słońce zniknęło już z nieba całkowicie, a na polanie zapanował półmrok. Z pomiędzy drzew wyłoniła się ciemna postać. Brunetka kompletnie sparaliżowana strachem odwróciła się w stronę napastnika i patrzyła jak bestia powoli podąża ku niej, cały czas patrząc na nią swoimi czerwonymi tęczówkami. Biegnij! Tajemniczy głos wołał zza drzew. Dziewczyna nie zastanawiając się długo puściła się pędem w głąb lasu. Gałęzie drzew i krzewów boleśnie raniły jej ciało i rozrywało biały materiał. Słyszała szelest liści i łamanie patyków za jej plecami. Napastnik był coraz bliżej. Charlie czuła, że nie ma już więcej siły. Poczuła na swoim ramieniu silną dłoń, która odepchnęła ją w lewą stronę. Była tak osłabiona, że straciła przytomność. Mimo tego czuła na sobie dotyk silnych rąk i ciepły oddech na szyi. Czyjaś dłoń delikatnie gładziła jej włosy. Powoli otworzyła oczy. Niedaleko niej leżał czarny, masywny wilk. Jej serce na chwilę zaprzestało pracy, aż zrozumiała, że bestia nie oddycha. Zwierzę było martwe. Dopiero teraz zauważyła, że leży na ziemi, a jej głowę podpiera mężczyzna. Blondynka wydała z siebie cichy jęk. ON lekko się nad nią pochylił. 
-Spokojnie. Nie zrobię ci krzywdy. 
-T-Ty go zabiłeś? - Chciała spojrzeć chłopakowi w oczy, jednak nie dostrzegła jego twarzy. Zauważyła tylko lekkie skinięcie głową na znak potwierdzenia. W lesie panował półmrok. Korony drzew nie pozwalały światłu dostać się do środka, a kiedy już ustąpiły i pierwsze promyki oświetliły miejsce w jakim się znajdowali, chłopak wstał i naciągnął kaptur na głowę. Podał Charlotte rękę i pomógł jej wstać. Dziewczyna chciała go zdjąć, ale ON powstrzymał ją ponownie łapiąc jej dłoń. -Zostaw. Chcę zobaczyć twoją twarz. 
-Nie dzisiaj. 
-Dlaczego?
-Bo jeszcze mnie nie kochasz. 
Odszedł zostawiając ją z własnymi myślami. 

                                                                            ... 

Głośny śmiech wyrwał Charlie ze snu. Była cała zapocona i szybko oddychała. Wstała z łóżka i wyszła z pokoju kierując swoje kroki do salonu. Na kanapie siedzieli Liam, Louis i Zayn. Na widok Charls wszyscy spoważnieli. Mulat wstał i podszedł do przyjaciółki. 
-Coś się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha. 
-Wszystko w porządku, po prostu miałam zły sen. - Brunetka pominęła już fakt, że śni jej się od paru dni. 
-Na pewno? 
-Tak. Dziękuję. - Mocno przytuliła bruneta. - A wy co? - Spojrzała na pozostałą dwójkę. - Chodźcie tu. - 'Otworzyła' ramiona, w których cała trójka zajęła miejsce. - Kto was wpuścił? 
-Hayl. Poszła kupić coś na śniadanie. 
-A Caroline? 
-Jest tutaj? Nie wiedzieliśmy. - Pasiasty podrapał tył głowy. - Inaczej byśmy nie... 
-Louis, przestań. Nie mogę przestać się z wami widywać, bo ona ma taki kaprys. Jesteście moimi przyjaciółmi prawda? Zostańcie tu ja pójdę jej powiedzieć, że jesteście. Nie chcę, żeby potem miała 'niespodziankę'. - Przerwała mu Charls i pobiegła do sypialnie gościnnej, w której była Car. Usiadła na krześle i czekała, aż przyjaciółka otworzy oczy. Jako, że nic takiego nie wydarzyło się przez ostatnie kilka minut, sama postanowiła ją obudzić. 
-Charls, miej litość. 
-W tym domu nie ma litości, zapomniałaś? - Zaśmiała się i zabrała brunetce kołdrę. Car przeszedł zimny dreszcz. Błyskawicznie się podniosła i stanęła na łóżku. 
-Oddawaj to idiotko! - Pomieszczenie wypełnił głośny śmiech przyjaciółek. 
-Ale po co skoro i tak już wstałaś? Zejdź mam ci coś do powiedzenia.
-Chyba się domyślam o co ci chodzi. Wiem, że ci debile tu są. 
-Skąd?
-Hayl tu była zanim wyszła. Kazałam jej nie mówić im, że ja też tu jestem, bo bałam się, że tu przyjdą i coś zrobią. 
-Przestań. Zejdziesz do nas? 
-Zejdę, ale nie zamierzam być dla nich miła. 
-Car... 
-Dobra, ale wisisz mi za to przysługę. 
-Oczywiście, Caro, oczywiście. 
Charls wróciła do salonu w towarzystwie przyjaciółki. Atmosfera od razu zrobiła się napięta....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz