-To co będziemy tak siedzieć w ciszy czy coś porobimy?
-Ja to bym coś zjadł. - Zayn wstał i skierował się w stronę kuchni. Caroline nie lubiła tego, że czuli się tu jakby byli u siebie. Chciałaby wyrazić swoją opinię na głos, ale obiecała, że będzie miła. Nie mogła.
-Zayn stój. - Charlie spojrzała na chłopaka i poklepała miejsce obok siebie. Ciemnowłosy usiadł obok dziewczyny i spojrzał na nią wyczekująco.
-Jak wiecie jutro jest wigilia i chciałabym spędzić ją z wami. Co wy na to?
-Z tego co wiem, Harry jedzie do Holmes Chapel dopiero w środę, więc pewnie przyjdzie, a ja jadę do Doncaster w czwartek więc będę na sto procent. Miałem spędzić święta z Eleanor, ale nam się ostatnio nie układa i wyjechała. Nie ważne. A co z tobą Liam?
-Nie dam rady. Zabieram Danielle i jedziemy do moich rodziców. Niall jest już w Mullingar, więc jego prawdopodobnie też z wami nie będzie. Przykro mi.
-Car?
-Ja idę ze Skylet do Jamiego.
-Zayn?
-Jakże mogłoby mnie zabraknąć? To bardzo ważne święto i chciałbym je spędzić z równie ważnymi osobami.
-Kochany Zayn... - Charlie mocno przytuliła mulata.
Caroline nie chciała spędzać świąt z Malikiem, Stylesem i Tomlinsonem, ale tym bardziej nie chciała wtedy być ze swoją siostrą i jej chłopakiem. Nie lubiła Jamiego, ale nie lubiła też przyjaciół Charls i Hayley.
-A wiecie co? Ja chyba jednak z wami jutro posiedzę.
-No wreszcie zmądrzałaś. - Zadrwił Louis. Car posłała mu wściekłe spojrzenie. Jego zdecydowanie nie lubiła najbardziej. Resztę chłopców była jeszcze w stanie znieść, ale Tomlinson był jej koszmarem. Każde spojrzenie na jego twarz kończyło się grymasem obrzydzenia na twarzy brunetki. Rozchyliła wargi chcąc powiedzieć mu parę słów i faktycznie zrobiłaby to gdyby nie Hayl i Harry, którzy weszli do salonu. Car całkiem lubiła Stylesa. Lokers uniósł dłoń i pomachał delikatnie, uroczo uśmiechając się. Jakże zdziwiony był jego wzrok, kiedy każdy odwzajemnił jego uśmiech. Dlaczego się zdziwił? Bo tym razem Caroline nie mordowała go wzrokiem. Siedziała uśmiechnięta i patrzyła na niego bez chociaż kropli nienawiści w oczach. Musiało się sporo dziać. - Pomyślał.
-Louis zbieraj się. Masz mi pomóc przygotować w domu. Sprzątasz salon.
Dopiero wtedy Charlie przypomniała sobie o "małej" imprezie u chłopców. Miało to być dzisiaj, ale jak to Charls zapomniała. A z jakiej to okazji? A no tak jutro urodziny Lou. Dziewczyna dziękowała sobie samej, że zdążyła kupić mu prezent.
-Mielibyście coś przeciwko gdyby Car poszła z nami?
-Jasne, że nie. - Harry uśmiechnął się jeszcze do blondynki i wyszedł z salonu ciągnąc Louisa za rękaw.
Sukienka Charlie: http://www.google.pl/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&docid=7uVG67sJqbm7vM&tbnid=BER0Kp-kZpSIXM:&ved=0CAUQjRw&url=http%3A%2F%2Fszafa.pl%2Fc10566148-koronkowa-kremowa-sukienka.html&ei=-My9UqP5EsOa0AXmjIAo&bvm=bv.58187178,d.bGE&psig=AFQjCNGyksobSBqo9aFLQqQWY4juurBEMg&ust=1388256873005592
Sukienka Caroline: http://wszafie.pl/uploads/5d/39/aa/Jasnoniebieska-sukienka-z-rozszerzanym-d_32369_5d39aa3a2aa25bc38700456366cdeb87_b.jpg
Sukienka Hayley: http://urstyle.pl/site_media/przedmioty/topshop-koronkowa-czarna-sukienka-pasek.png
Na stole stały puste butelki po alkoholu. Nikt oprócz Car nie był trzeźwy. Zayn spał na krześle w kuchni, Harry był u siebie w pokoju, Liam od godziny był w domu Dan, Hayl spała w pokoju gościnnym i Charlie Caroline i Louis siedzieli we trójkę w salonie przed telewizorem. We trójkę do czasu, aż Charlotte nie poszła na górę.
-No. To zostaliśmy sami. - Louis mimo swojego stanu zachowywał się całkiem normalnie. No, normalnie jak na Tommo. Car prychnęła i wlepiła swój wzrok w szklankę z sokiem pomarańczowym, którą trzymała. Gdyby nie lampki świąteczne wiszące na firankach i mała lampka stojąca na komodzie w pokoju byłoby całkiem ciemno. Brunetka przyglądała się setkom światełek odbijających się na tafli pomarańczowej cieczy w szklance.
-Dlaczego mnie tak nie lubisz?
-Nie tylko ciebie.
-Inaczej... Dlaczego nie jesteś w stanie tolerować mojego towarzystwa?
Dziewczyna spuściła głowę. Nikt nigdy nie zadał jej tego pytania, więc nie musiała na nie odpowiadać. Brunetka uznała, że powie prawdę. Była pewna, że Tomlinson jest pijany i nic jutro nie będzie pamiętał.
-Nienawidzę cię. Tego jak się poruszasz. Tego jak patrzysz na mnie swoimi szarymi oczami. Twoich ciemnych włosów. Twojej perfekcyjności. Koloru twoich oczu i ich uroku. Tego, że myślę o tobie cały czas. Twojego uśmiechu i wesołego wzroku. I tego, że jesteś moim całym światem.
Caroline zrobiło się lżej na sercu. Wreszcie mogła powiedzieć to na głos. Była szczęśliwa, że wyrzuciła to z siebie i i tak będzie wiedzieć o tym tylko ona. Nienawidziła Louisa całym sercem i jednocześnie nie widziała poza nim świata. Nienawidziła go sercem, w którym było miejsce tylko dla niego.
-Pójdę się położyć.
Car nie powiedziała nic. Uśmiechnęła się lekko i ponownie wlepiła wzrok w naczynie z napojem. Całą noc nie zmrużyła oka. Myślała nad tym co powiedziała. Co by było gdyby ktoś to usłyszał? Ale jak kiedy wszyscy śpią jak zabici? Poza tym i tak jutro nikt poza nią by o niczym nie pamiętał. W tamtej chwili przypomniała sobie swój sen.
Byłam ubrana w wieczorną suknię. Nie znałam tej ulicy. Nie było tu latarni. Było ciemno. Cholernie ciemno. Skręciłam w boczną uliczkę. Za mną zmaterializowało się dwóch umięśnionych mężczyzn. Hej mała zaczekaj na nas! Przyspieszyłam kroku. Stój! Trochę się pobawimy. Teraz już biegłam. Cholera. Ślepy zaułek. Napastnicy byli coraz bliżej. Aż zjawił się ON. Jednym zwinnym ruchem powalił ich na ziemię. Odwrócił się i chciał odejść. Stój! Jak się nazywasz? Przystanął. Poznasz moje imię kiedy już mnie pokochasz.
Był to sen, który dręczył Caroline co noc, dopóki nie zrozumiała kim był ten chłopak. A był nim Louis. Teraz znała imię wybawcy.
*Rano*
Tomlinson wszedł do kuchni, gdzie stała Car z kilkoma szklankami wody i proszkami przeciwbólowymi. Położyła je na stole przed Louisem unikając jego wzroku. Chłopak odepchnął je od siebie i wyszedł z pomieszczenia. Dziwne, że Kac-morderca nie dręczył go po wypiciu całej butli czystej wódki. Do kuchni wbiegł Zayn. Car wręczyła mu szklankę i tabletkę. Połknął ją i dosłownie pochłonął zawartość naczynia.
-Co masz taką minę? - Spojrzał na nią.
-Bo Louis... On wczoraj tyle wypił... Nie boli go teraz głowa, nie suszy go... Nic... Zero kaca!
-Żartujesz/ Podmieniliśmy mu alkohol na wodę cytrynową. Nie pozwolili byśmy mu być pijanym na własnych urodzinach.
-On był wczoraj trzeźwy?
-W stu procentach.
Cholera. On nie był pijany. On pamięta. On wie.
piątek, 27 grudnia 2013
czwartek, 26 grudnia 2013
Przepraszam was bardzo :(
Wiem, że miałam wam dzisiaj dać rozdział, ale dzisiaj byłam na śniadaniu u babci, ale trochę nam się przedłużyło i dopiero wróciłam. Jestem taka padnięta, że nie jestem w stanie nic zrobić. Bardzo was przepraszam kochani, ale nie mogę. Jutro mam cały wolny dzień i postaram się go dodać. Lots of love xx.
środa, 25 grudnia 2013
Prezent ;3
Moim prezentem będzie wcześniejszy rozdział. Napisałam go wczoraj. Aha i spóźnione życzenia dla Lou. Obyś został na zawsze takim jaki jesteś teraz. Takiego cię kochamy Tommo :3 Rozdział dla was pojawi się jutro ale już go napisałam :D Oj dzieje się dzieje. Oczekujcie nowego wpisu jutro wieczorem :3 / Crazy Mofo Forever :3
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Merry Christmas!
Rozdział pojawi się po nowym roku, bo są święta i jest trochę
zamieszania prawda? :D Chciałam wam, życzyć Wesołych świąt, spełnienia
marzeń i szczęśliwego nowego roku. Oby był lepszym niż obecny. Nie żebym
narzekała na ten rok, bo właśnie w 2013 zyskałam najlepszego
przyjaciela na świecie ♥ i odnowiłam kontakty z dawnymi znajomymi :3 Kochamy was
:)
sobota, 14 grudnia 2013
1. Sometimes dreams are more frightening than the reality.
Charlotte szła powoli polaną. Wszędzie na około były
drzewa. Polana znajdowała się w środku lasu. Nie znała tego miejsca. Miękka
trawa, po której szła zdawała się teraz być miękkim dywanem. Wyglądała jak
księżniczka, z tym, że nie miała korony. Była ubrana w długą białą suknię, a
jej ciemne włosy swobodnie opadały na jej plecy falami. Słońce ogrzewało jej
ciało, jednak na horyzoncie pojawiły się Czarne chmury, które coraz szybciej
sunęły w stronę Charls. Usłyszała grzmot. Słońce zniknęło już z nieba całkowicie,
a na polanie zapanował półmrok. Z pomiędzy drzew wyłoniła się ciemna postać.
Brunetka kompletnie sparaliżowana strachem odwróciła się w stronę napastnika i
patrzyła jak bestia powoli podąża ku niej, cały czas patrząc na nią swoimi
czerwonymi tęczówkami. Biegnij! Tajemniczy głos wołał zza drzew. Dziewczyna
nie zastanawiając się długo puściła się pędem w głąb lasu. Gałęzie drzew i
krzewów boleśnie raniły jej ciało i rozrywało biały materiał. Słyszała szelest
liści i łamanie patyków za jej plecami. Napastnik był coraz bliżej. Charlie
czuła, że nie ma już więcej siły. Poczuła na swoim ramieniu silną dłoń, która
odepchnęła ją w lewą stronę. Była tak osłabiona, że straciła przytomność. Mimo
tego czuła na sobie dotyk silnych rąk i ciepły oddech na szyi. Czyjaś dłoń
delikatnie gładziła jej włosy. Powoli otworzyła oczy. Niedaleko niej leżał
czarny, masywny wilk. Jej serce na chwilę zaprzestało pracy, aż zrozumiała, że
bestia nie oddycha. Zwierzę było martwe. Dopiero teraz zauważyła, że leży na
ziemi, a jej głowę podpiera mężczyzna. Blondynka wydała z siebie cichy jęk. ON
lekko się nad nią pochylił.
-Spokojnie. Nie zrobię ci krzywdy.
-T-Ty go zabiłeś? - Chciała spojrzeć chłopakowi w oczy, jednak nie dostrzegła jego twarzy. Zauważyła tylko lekkie skinięcie głową na znak potwierdzenia. W lesie panował półmrok. Korony drzew nie pozwalały światłu dostać się do środka, a kiedy już ustąpiły i pierwsze promyki oświetliły miejsce w jakim się znajdowali, chłopak wstał i naciągnął kaptur na głowę. Podał Charlotte rękę i pomógł jej wstać. Dziewczyna chciała go zdjąć, ale ON powstrzymał ją ponownie łapiąc jej dłoń. -Zostaw. Chcę zobaczyć twoją twarz.
-Nie dzisiaj.
-Dlaczego?
-Spokojnie. Nie zrobię ci krzywdy.
-T-Ty go zabiłeś? - Chciała spojrzeć chłopakowi w oczy, jednak nie dostrzegła jego twarzy. Zauważyła tylko lekkie skinięcie głową na znak potwierdzenia. W lesie panował półmrok. Korony drzew nie pozwalały światłu dostać się do środka, a kiedy już ustąpiły i pierwsze promyki oświetliły miejsce w jakim się znajdowali, chłopak wstał i naciągnął kaptur na głowę. Podał Charlotte rękę i pomógł jej wstać. Dziewczyna chciała go zdjąć, ale ON powstrzymał ją ponownie łapiąc jej dłoń. -Zostaw. Chcę zobaczyć twoją twarz.
-Nie dzisiaj.
-Dlaczego?
-Bo jeszcze mnie nie
kochasz.
Odszedł zostawiając ją z własnymi myślami.
...
Głośny śmiech wyrwał
Charlie ze snu. Była cała zapocona i szybko oddychała. Wstała z łóżka i wyszła
z pokoju kierując swoje kroki do salonu. Na kanapie siedzieli Liam, Louis i
Zayn. Na widok Charls wszyscy spoważnieli. Mulat wstał i podszedł do przyjaciółki.
-Coś się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha.
-Wszystko w porządku, po
prostu miałam zły sen. - Brunetka pominęła już fakt, że śni jej się od paru
dni.
-Na pewno?
-Tak. Dziękuję. - Mocno przytuliła bruneta. - A wy co? -
Spojrzała na pozostałą dwójkę. - Chodźcie tu. - 'Otworzyła' ramiona, w których
cała trójka zajęła miejsce. - Kto was wpuścił?
-Hayl. Poszła kupić coś na
śniadanie.
-A Caroline?
-Jest tutaj? Nie wiedzieliśmy. - Pasiasty podrapał tył
głowy. - Inaczej byśmy nie...
-Louis, przestań. Nie mogę przestać się z wami
widywać, bo ona ma taki kaprys. Jesteście moimi przyjaciółmi prawda? Zostańcie
tu ja pójdę jej powiedzieć, że jesteście. Nie chcę, żeby potem miała
'niespodziankę'. - Przerwała mu Charls i pobiegła do sypialnie gościnnej, w
której była Car. Usiadła na krześle i czekała, aż przyjaciółka otworzy oczy.
Jako, że nic takiego nie wydarzyło się przez ostatnie kilka minut, sama
postanowiła ją obudzić.
-Charls, miej litość.
-W tym domu nie ma litości,
zapomniałaś? - Zaśmiała się i zabrała brunetce kołdrę. Car przeszedł zimny
dreszcz. Błyskawicznie się podniosła i stanęła na łóżku.
-Oddawaj to idiotko! -
Pomieszczenie wypełnił głośny śmiech przyjaciółek.
-Ale po co skoro i tak już
wstałaś? Zejdź mam ci coś do powiedzenia.
-Chyba się domyślam o co ci chodzi. Wiem, że ci debile tu są.
-Skąd?
-Hayl tu była zanim
wyszła. Kazałam jej nie mówić im, że ja też tu jestem, bo bałam się, że tu
przyjdą i coś zrobią.
-Przestań. Zejdziesz do nas?
-Zejdę, ale nie zamierzam
być dla nich miła.
-Car...
-Dobra, ale wisisz mi za to przysługę.
-Oczywiście,
Caro, oczywiście.
Charls wróciła do salonu w towarzystwie przyjaciółki.
Atmosfera od razu zrobiła się napięta....
wtorek, 10 grudnia 2013
Wprowadzenie. Poznajcie bohaterów. :)
/Crazy Mofos ♥
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)