piątek, 7 marca 2014

Rozdział 3

Wiem, długo nie dodawałam. Przepraszam.

*Caroline*
Do  kuchni ponownie wszedł Louis. Nie potrafiłam teraz spojrzeć  mu w oczy. Wybiegłam na korytarz, założyłam buty i rzuciłam się biegiem w stronę drzwi w pośpiechu zapinając kurtkę. Biegłam po nieośnieżonym trawniku wybierając najkrótszą drogę na ulicę. Przeskoczyłam zaspę i znalazłam się na oblodzonym chodniku.
-Caroline!
Odwróciłam się.  W moją stronę powoli szedł Louis. Rozejrzałam się na boki, nie wiedząc, gdzie mam biec. W końcu obróciłam się w prawo i pobiegłam w nieznanym mi kierunku. No przecież. Ten cholerny lód musiał mi o sobie przypomnieć i wylądowałam na śniegu. Obok mnie stanął pasiasty i wyciągnął dłoń w moją stronę.  Zignorowałam to. Wstałam i otrzepałam sukienkę i  kurtkę ze śniegu. Chciałam iść  dalej, ale Tomlinson złapał mnie za ramię. Wyszarpałam się z jego uścisku i odwróciłam twarzą w jego stronę. W oczach miałam łzy.  Spuściłam wzrok na moje buty. W tej chwili są cholernie ciekawe. 
-Możemy pogadać?
-Nie.
-Proszę.
Głośno  wciągnęłam powietrze i spojrzałam na jego twarz.
-Nie.
-Chcę tylko znać odpowiedź na jedno pytanie. - spojrzał na mnie,upewniając się, że go słucham - czy to co wtedy mi powiedziałaś to była prawda?
-Prawda jest taka, że gdybym wiedziała, że byłeś trzeźwy to nigdy byś się o tym nie dowiedział. Nie chcę żebyś wiedział rozumiesz? Najlepiej o  tym zapomnij. Uznaj, że ta rozmowa nigdy nie miała miejsca ok?
-Zapomnę. Pod jednym warunkiem.  - co?  on mi stawia warunki? - Przestaniesz traktować mnie jak śmiecia  i spróbujesz się ze mną  zaprzyjaźnić.
-To są dwa warunki. - Uniosłam lekko kąciki ust. On też się  uśmiechał. Louis Tomlinson. Chłopak którego ponad rok traktowałam jak odrzutka. Którego kochałam i nienawidziłam jednocześnie, stał przede mną i po raz pierwszy szczerze się do mnie uśmiechał. Nie jestem w stanie opisać, co wtedy czułam.
-Co powiesz na przyjacielski spacer?

***Charlie***

Rączkę smyczy zawiesiłam na nadgarstku, naciągnęłam kaptur na głowę i włożyłam ręce do kieszeni mojej bluzy. Szłam powoli wzdłuż ciemnej ulicy z moim psem. Stanęłam pod domem Zayna i czekałam aż chłopak wyjdzie. Jak co wieczór miałam w planach iść na spacer z Zazą i naszymi psami. Drzwi jego domu otworzyły się a zza nich wybiegł Bary ciągnąc za sobą mulata.
-Cześć. - przytulił mnie.
-Miałabyś coś przeciwko gdybym zaszedł do sklepu? Mam ochotę na batona.
-Jasne, że nie. Popilnuję Barego i Lucky. 
***
-Kupisz mi skittlesy? - Wyciągnęłam pieniądze z tylnej kieszeni spodni.
-Jasne.
Podałam mu gotówkę.
-Dzięki.
-Zaraz wracam.
Uśmiechnął się do mnie i wszedł do sklepu. Stanęłam pod daszkiem i obserwowałam ludzi uciekających przed deszczem. Nie widziałam w tym najmniejszego sensu. Nie ważne jak szybko by szli. I tak  zmokną. Jeden mężczyzna z czarnym parasolem biegł chodnikiem, kiedy wypadł mu portfel. Dosyć gruby portfel. Zawiesiłam smycze na słupku obok budynku i podniosłam zgubę. Wow. Facet musiał być bogaty. Spojrzałam w kierunku gdzie biegł. Nie było go. Musiał zakręcić.  Poszłam go poszukać.  Stał przy aucie zaraz po zakręcie obok lasu. Miał na sobie okulary przeciwsłoneczne i kapelusz. Okulary?  Wieczorem? Może jest niewidomy.  
-To chyba pana. - Wyciągnęłam portfel w jego stronę.
-Ach,  tak, musiał mi wypaść. Dziękuję. Zostaniesz ze mną?
-Nie, ja muszę iść.
-Zostań.  - Złapał mnie za rękę.
-Niech pan mnie puści.- Wyswobodziłam się  z jego uścisku  i pobiegłam w stronę sklepu. Z samochodu obok wysiadł dobrze zbudowany mężczyzna z kapturem naciągniętym na głowę. Już prawie  im uciekłam, ale "goryl"  złapał mnie i przewiesił przez ramię. Tak bardzo się bałam.
-Puszczaj! - Biłam go  i kopałam.
Drugi,  w okularach, podszedł do mnie.
-Zamknij się albo zrobimy to tutaj. - Nie mając pojęcia co miał na myśli przestałam krzyczeć i cicho płakałam.
-Co mam z nią zrobić Will?
-To  co ze wszystkimi. Do szopy.
Will podszedł do mnie i zawiązał mi oczy.
-Nie rycz maleńka.  Zobaczymy się później. Czekaj na mnie. 
*ból głowy, cisza i ciemność*
*czy ja umarłam?*

niedziela, 9 lutego 2014

Muszę się wam pochwalić :3

Otóż wczoraj weszłam w posiadanie programu, który bardzo mi się przydał. Już mówię jak.
Napewno zauważyliście nowy nagłówek. Zrobiłam go sama właśnie w tym programie :> Stwarzanie nagłówków bardzo mnie wciągnęło i wczoraj zrobiłam takie nagłówki 3. Na ten i moje dwa pozostałe blogi. Chętnie zrobię nagłówek każdej osobie, która się do mnie zgłosi tutaj. Tak, to mój prywatny ask :> A oto kilka z nagłówków, które już zrobiłam :
Ten nagłówek zrobiony jest na potrzeby tego bloga.
https://lovestorywithniall.blogspot.com
https://you-and-i-one-direction.blogspot.com
https://lovestorywithniall.blogspot.com
Ten nagłówek również wykorzystam na tym blogu :>

niedziela, 19 stycznia 2014

niedziela, 12 stycznia 2014

Happy Birthday Zayn!

Via.kika z 1DPL
To trochę dziwne, bo pamiętam jak pisałam 'do ciebie' życzenia na dwudzieste urodziny i nadal nie rozumiem czemu ten czas tak szybko leci. Zen, haha, masz 21 lat i nie jesteś już tak młody jak Harry ale jeszcze nie tak stary jak Lou, więc dajesz radę! Pamiętasz jak nie chciałeś jechać na przesłuchania do XFactor? Jak mama siłą wyciągała cię z łóżka? Wyobrażasz sobie jakby wyglądało teraz twoje życie, gdybyś był na tyle uparty/głupi i został w tym pieprzonym łóżku? Ja nie wyobrażam sobie 1D bez Ciebie. Pamiętasz jak już byliście w zespole i nie przyszedłeś na spotkanie? Chłopcy przeprowadzili z tobą poważną rozmowę, myśleli nad tym, aby wyrzucić cię z zespołu... Nigdy nie byłeś grzeczny, nadal nie jesteś, ale to cały ty... YOU ARE BAD BOY FROM BRADFORD! Tak często zarzekałeś się, że nie umiesz tańczyć, że nie chcesz tego robić publicznie i na bootcampie miałeś przez to problemy.. a kilka miesięcy później sam wrzucasz do internetu filmik jak tańczysz z przyjaciółmi do piosenki Ushera, haha, co ten alkohol robi z ludźmi! Jesteś taką wielką tajemnicą, nie wiadomo co ci chodzi po głowie i co zaraz możesz zmajstrować, taki duży dzieciak z Ciebie, kochanie! Nie wiem co pisać, kurde Malik no. Masz tak piękny uśmiech, obiecaj, że nigdy nie zniknie z twojej buzi. Masz uroczo śmieszny śmiech, który powoduje uśmiech u innych. Twoje czaszki-tatauże są trochę przerażające, ale rozumiem, że to niespełnienie marzenia o byciu piratem, prawda? Mówisz po angielsku tak szybko, że jak coś napierniczasz to odtwarzam to kilkanaście razy, aby słowo po słowie zrozumieć co tam gadasz, zwolnij, Zu! Nikt cię nie goni, haha. Jesteś tak piękny, że potrafię siedzieć, oglądać twoje zdjęcia i pytać 'JAK TAK MOŻNA?!". Twój głos jest cudowny, niesamowity, idealny. Gdy śpiewasz wszystko nagle znika i zostajesz tylko ty. Jest tak głęboki, taki twój, że gdy tylko go słyszę uśmiecham się i czuje coś tak ciepłego w sercu i to chyba jest duma, jestem z Ciebie tak dumna. Czasem po prostu mam wrażenie, że to uczucie mnie wewnętrznie rozsadzi! Przez te trzy lata strasznie dorosłeś, ale nadal jest w tobie ta cząstka małego, uroczego złośliwca i cholera, obiecaj, że ten mały chłopiec będzie z tobą do końca, że nigdy nie zniknie i nie zabierze mi tego uśmiechu, błysku w oku, tej całej pasji, tego Zayna, którego pokochałam. Nie dorastaj zbyt szybko, smrodzie!
PS. Chciałabym, aby kiedykolwiek jakiś chłopak spojrzał na mnie tak jak ty patrzysz na Perrie, twoją narzeczoną Perrie. Nadal nie mogę uwierzyć, że jesteście zaręczeni, to tak urocze, że mam ochotę krzyczeć na cały głos jak bardzo chce, abyście byli razem do końca! Ohh, Zayn. Kiedyś myślałam, że to ty z 1D najpóźniej zdecydujesz się na taki krok, a tu takie coś, kolejny dowód, że dorastasz.. Będziesz świetnym mężem, potem ojcem, dziadkiem, będziesz najlepszy w każdej roli. Tak na koniec, pamiętaj, że zawsze będziesz naszym małym, złym chłopcem z Bradford, który nie wie jak tańczyć. Nigdy się nie zmieniaj, Malik!Tak więc wszystkiego najlepszego na 21 urodziny, kocham Cię bardzo. :')
Na zawsze z tobą, Kika. :')

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Moi kochani!

Rozdział 3 jest w trakcie powstawania :3 Dorobiłam zakładki w których możecie zobaczyć jakie blogi czytam i polecam oraz bohaterów tego fanfiction :) Zapraszam :3

piątek, 27 grudnia 2013

2. She hated him with all her Heart. heart of which was a place only for him. Such a paradox.

-To co będziemy tak siedzieć w ciszy czy coś porobimy?
-Ja to bym coś zjadł. - Zayn wstał i skierował się w  stronę kuchni. Caroline nie lubiła tego, że czuli się tu jakby byli u siebie. Chciałaby wyrazić swoją opinię na głos, ale obiecała, że będzie miła. Nie mogła.
-Zayn stój. - Charlie spojrzała na chłopaka i poklepała miejsce obok siebie. Ciemnowłosy usiadł obok dziewczyny i spojrzał na nią wyczekująco.
-Jak wiecie jutro jest wigilia i chciałabym spędzić ją z wami. Co wy na to?
-Z tego co wiem, Harry jedzie do Holmes Chapel dopiero w środę, więc pewnie przyjdzie, a ja jadę do Doncaster w czwartek więc będę na sto procent. Miałem spędzić święta z Eleanor, ale nam się ostatnio nie układa i wyjechała. Nie ważne. A co z tobą Liam?
-Nie dam rady. Zabieram Danielle i jedziemy do moich rodziców. Niall jest już w Mullingar, więc jego prawdopodobnie też z wami nie będzie. Przykro mi.
-Car?
-Ja idę ze Skylet do Jamiego.
-Zayn?
-Jakże mogłoby mnie zabraknąć? To bardzo ważne święto i chciałbym je spędzić z równie ważnymi osobami.
-Kochany Zayn... - Charlie mocno przytuliła mulata.
 Caroline nie chciała spędzać świąt z Malikiem, Stylesem i Tomlinsonem, ale tym bardziej nie chciała wtedy być ze swoją siostrą i jej chłopakiem. Nie lubiła Jamiego, ale nie lubiła też przyjaciół Charls i Hayley.
-A wiecie co? Ja chyba jednak z wami jutro posiedzę.
-No wreszcie zmądrzałaś. - Zadrwił Louis. Car posłała mu wściekłe spojrzenie. Jego zdecydowanie nie lubiła najbardziej. Resztę chłopców była jeszcze w stanie znieść, ale Tomlinson był jej koszmarem. Każde spojrzenie na jego twarz kończyło się grymasem obrzydzenia na twarzy brunetki. Rozchyliła wargi chcąc powiedzieć mu parę słów i faktycznie zrobiłaby to gdyby nie Hayl i Harry, którzy weszli do salonu. Car całkiem lubiła Stylesa. Lokers uniósł dłoń i pomachał delikatnie, uroczo uśmiechając się. Jakże zdziwiony był jego wzrok, kiedy każdy odwzajemnił jego uśmiech. Dlaczego się zdziwił? Bo tym razem Caroline nie mordowała go wzrokiem. Siedziała uśmiechnięta i patrzyła na niego bez chociaż kropli nienawiści w oczach. Musiało się sporo dziać. - Pomyślał.
-Louis zbieraj się. Masz mi pomóc przygotować w domu. Sprzątasz salon.
Dopiero wtedy Charlie przypomniała sobie o "małej" imprezie u chłopców. Miało to być dzisiaj, ale jak to Charls zapomniała. A z jakiej to okazji? A no tak jutro urodziny Lou. Dziewczyna dziękowała sobie samej, że zdążyła kupić mu prezent.
-Mielibyście coś przeciwko gdyby Car poszła z nami?
-Jasne, że nie. - Harry uśmiechnął się jeszcze do blondynki i wyszedł z salonu ciągnąc Louisa za rękaw.

Sukienka Charlie: http://www.google.pl/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&docid=7uVG67sJqbm7vM&tbnid=BER0Kp-kZpSIXM:&ved=0CAUQjRw&url=http%3A%2F%2Fszafa.pl%2Fc10566148-koronkowa-kremowa-sukienka.html&ei=-My9UqP5EsOa0AXmjIAo&bvm=bv.58187178,d.bGE&psig=AFQjCNGyksobSBqo9aFLQqQWY4juurBEMg&ust=1388256873005592
Sukienka Caroline: http://wszafie.pl/uploads/5d/39/aa/Jasnoniebieska-sukienka-z-rozszerzanym-d_32369_5d39aa3a2aa25bc38700456366cdeb87_b.jpg
Sukienka Hayley:  http://urstyle.pl/site_media/przedmioty/topshop-koronkowa-czarna-sukienka-pasek.png

Na stole stały puste butelki po alkoholu. Nikt oprócz Car nie był trzeźwy. Zayn spał na krześle w kuchni, Harry był u siebie w pokoju, Liam od godziny był w domu Dan, Hayl spała w pokoju gościnnym i Charlie Caroline i Louis siedzieli we trójkę w salonie przed telewizorem. We trójkę do czasu, aż Charlotte nie poszła na górę.
-No. To zostaliśmy sami. - Louis mimo swojego stanu zachowywał się całkiem normalnie. No, normalnie jak na Tommo. Car prychnęła  i wlepiła swój wzrok w szklankę z sokiem pomarańczowym, którą trzymała. Gdyby nie lampki świąteczne wiszące na firankach i mała lampka stojąca na komodzie w pokoju byłoby całkiem ciemno. Brunetka przyglądała się setkom światełek odbijających się na tafli pomarańczowej cieczy w szklance.
-Dlaczego mnie tak nie lubisz?
-Nie tylko ciebie.
-Inaczej... Dlaczego nie jesteś w stanie tolerować mojego towarzystwa?
Dziewczyna spuściła głowę. Nikt nigdy nie zadał jej tego pytania, więc nie musiała na nie odpowiadać. Brunetka uznała, że powie prawdę. Była pewna, że Tomlinson jest pijany i nic jutro nie będzie pamiętał.
-Nienawidzę cię. Tego jak się poruszasz. Tego jak patrzysz na mnie swoimi szarymi oczami. Twoich ciemnych włosów. Twojej perfekcyjności. Koloru twoich oczu i ich uroku. Tego, że myślę o tobie cały czas. Twojego uśmiechu i wesołego wzroku. I tego, że jesteś moim całym światem.
Caroline zrobiło się lżej na sercu. Wreszcie mogła powiedzieć to na głos. Była szczęśliwa, że wyrzuciła to z siebie i i tak będzie wiedzieć o tym tylko ona. Nienawidziła Louisa całym sercem i jednocześnie nie widziała poza nim świata. Nienawidziła go sercem, w którym było miejsce tylko dla niego.
-Pójdę się położyć.
Car nie powiedziała nic. Uśmiechnęła się lekko i ponownie wlepiła wzrok w naczynie z napojem. Całą noc nie zmrużyła oka. Myślała nad tym co powiedziała. Co by było gdyby ktoś to usłyszał? Ale jak kiedy wszyscy śpią jak zabici? Poza tym i tak jutro nikt poza nią by o niczym nie pamiętał. W tamtej chwili przypomniała sobie swój sen.

Byłam ubrana w wieczorną suknię. Nie znałam tej ulicy. Nie było tu latarni. Było ciemno. Cholernie ciemno. Skręciłam w boczną uliczkę. Za mną zmaterializowało się dwóch umięśnionych mężczyzn. Hej mała zaczekaj na nas! Przyspieszyłam kroku. Stój! Trochę się pobawimy. Teraz już biegłam. Cholera. Ślepy zaułek. Napastnicy byli coraz bliżej. Aż zjawił się ON. Jednym zwinnym ruchem powalił ich na ziemię. Odwrócił się i chciał odejść. Stój! Jak się nazywasz? Przystanął. Poznasz moje imię kiedy już mnie pokochasz.

Był to sen, który dręczył Caroline co noc, dopóki nie zrozumiała kim był ten chłopak. A był nim Louis. Teraz znała imię wybawcy.

*Rano*
Tomlinson wszedł do kuchni, gdzie stała Car z kilkoma szklankami wody i proszkami przeciwbólowymi. Położyła je na stole przed Louisem unikając jego wzroku. Chłopak odepchnął je od siebie i wyszedł z pomieszczenia. Dziwne, że Kac-morderca nie dręczył go po wypiciu całej butli czystej wódki. Do kuchni wbiegł Zayn. Car wręczyła mu szklankę i tabletkę. Połknął ją i dosłownie pochłonął zawartość naczynia.
-Co masz taką minę? - Spojrzał na nią.
-Bo Louis... On wczoraj tyle wypił... Nie boli go teraz głowa, nie suszy go... Nic... Zero kaca!
-Żartujesz/ Podmieniliśmy mu alkohol na wodę cytrynową. Nie pozwolili byśmy mu być pijanym na własnych urodzinach.
-On był wczoraj trzeźwy?
-W stu procentach.
Cholera. On nie był pijany. On pamięta. On wie.


czwartek, 26 grudnia 2013

Przepraszam was bardzo :(

Wiem, że miałam wam dzisiaj dać rozdział, ale dzisiaj byłam na śniadaniu u babci, ale trochę nam się przedłużyło i dopiero wróciłam. Jestem taka padnięta, że nie jestem w stanie nic zrobić. Bardzo was przepraszam kochani, ale nie mogę. Jutro mam cały wolny dzień i postaram się go dodać. Lots of love xx.